niedziela, 11 października 2015

Rozdział IX


Rozdział 9
**Czyżby to już? Czy „przeznaczenie” zaczęło się właśnie wypełniać? Nie! To niemożliwe! Nawet ta cała misja się jeszcze nie zaczęła!  Zabiję tego, kto to zrobił!** Takie myśli krążyły mi po głowie a cały smutek, żal i rozgoryczenie z powodu straty kolejnego członka rodziny, zmieniły się w gniew. Furię, która praktycznie rozrywała mnie na strzępy. Chciałam krzyczeć, ale zdusiłam to w się, czując jakby krzyk zmienił się z czarną dziurę zasysającą mnie od wewnątrz. Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich ramionach. Poderwałam się i dobyłam miecza. Osobnik natychmiast się odsunął trzymając dłoń na pasie, gdzie był sztylet.
- Kim jesteś?- Rzuciła oschle, gdy zlokalizowała postać.
- Odłóż to, Car.- Trzymała palec na ostrzu. Car? Tylko jedna osoba tak do mnie mówiła.
- Aurelie?- Spytałam zdławionym przez łzy gardłem. Wyrwała mi miecz i przytuliła
- Car, nie płacz... To ja. – Przytuliłam ją najmocniej jak umiałam i wtuliłam twarz w jej ramie. Aurelie to moja przyjaciółka z dawnych lat. Zniknęła zaraz po Marku. Blond włosa była dla mnie jak siostra. W jej ramionach się uspokoiłam.
Spokojnie.. - Kurczowo mnie ściskała. Nie wiedziałam, co jej powiedzieć, czułam sie jakbym została sama na świecie a wszystko, co złe przyszło mnie odwiedzić. Kiedy tuliłam Aurelię, myślałam, że nawzajem sie udusimy, przez mocne uściski.  Nie przeszkadzało mi to, jestem ostatnia, nie mam nikogo, matki, ojca, a teraz...Właśnie, co teraz się stało.? Można powiedzieć, że odnalazłam swojego brata, i nie spędziłam z nim tyle czasu, a ponownie go straciłam.
- Lepiej? - Szepnęła tak znanym mi głosem.
- Nie.... - Powiedziałam jakimś cudem, nie miałam siły na odzywanie się, ani jakiekolwiek wypowiedzenie słów. Wiedziałam, że muszę być silna, lecz, dla kogo? W prawdzie została mi Aurelia, ale nie chce jej obciążać. 
- Już nigdy nie będzie dobrze - Wydukałam jakimś cudem te słowa cały, czas się do niej tuląc, można powiedzieć, że została mi tylko ona, i jest moją jedyną nadzieją na jakikolwiek sens do życia.
- Ćsii... Musimy powiadomić Chejrona.. – Szepnęła. Nie odzywałam się, bałam sie zrobić jakikolwiek ruch, a co jeśli... Jeśli teraz sie coś stanie i stracę Aurelię.? Nie chce jej stracić, nie mogę, będę silna. Spojrzałam na nią przez łzy i pokiwałam lekko głową wycierając twarz rękawem. Wzięłam ją pod rękę, nie interesowało mnie jak to będzie dla kogoś wyglądać. Mam już postanowienie, będę chronić Aurelię, nie pozwolę, aby ktokolwiek ją skrzywdził, stanę się silniejsza i mądrzejsza. Będę ją chronić, byle by nie zostać sama. Ściskała mnie i dość szybkim krokiem ruszyłyśmy w stronę obozu. W czasie drogi prawie sie nie odzywałam, trzymałam mocno Aurelię, kiedy znaleźliśmy sie w obozie, nie patrzyliśmy na nikogo ani sie nie zatrzymywaliśmy. Od razu ruszyłyśmy do Chejrona, weszłyśmy do środka, a ja zsunęłam sie padnięta po ścianie i podkuliłam nogi, słuchając, jak Aurelia się o mnie martwi, a jak usłyszałam Chejrona, tylko podniosłam głowę i na niego spojrzałam.
- Chcesz herbaty?- Spytał delikatnie, ze współczuciem w głosie. Blondynka nas jedynie obserwowała. Pokręciłam przecząco głową. Będę maszyną. Będę chroniła, i zrobię wszystko, by chronić innych dla mnie ważnych ludzi, którzy nadają mi sens życia. Może zacznę od tego, że przestane płakać.? Pogodzę sie z tym ze nie mam już rodziny. Tak jak kiedyś, że straciłam Marka. Pogodzę się z tym, będę tylko trenowała, i broniła. Będę walczyła, dla innych, ja nie jestem ważna. Dziewczyna nagle znalazła się przy mnie obejmując. Milczała. Kiedy udało mi się zatrzymać łzy, tylko podniosłam głowę, spojrzałam na Aurelię i sie lekko uśmiechnęła, po czym wstałam, spojrzałam na Chejrona.
- Co teraz zrobisz? - Mówiłam lekko chrapliwym głosem, gdyż nie miałam siły, aby pozbyć się bezsilności. Dość długo płakałam, a to nie łatwe pozbyć się tego tak szybko. Wystarczy, że odpocznę, i zacznę na nowo, będę maszyną do ochrony, będę silna.
- Sprowadzę ciało twojego brata do obozu i wyprawimy mu godny pochówek.- Powiedział i podał mi szklankę zielonego płynu. Wypij to i idź do łóżka. Zrobiłam to, o co prosił. Płyn miał okropny smak gruntu rozpuszczonego w wodzie. Świat zawirował mi przed oczami, ale udało mi się zachować równowagę. Aurelie wsparła mnie.
- Zaprowadzić ją do jej domku?- Spytała blond włosa. Starałam się sie zachować dla siebie moje wszelkie emocje, będę je skrywała, będę spokojna.
 - Ohydne... - Wydukałam bez emocji, a mój głos powoli wracał do normy, odłożyłam szklankę i spojrzałam na Aurelię.
 - Masz rację, muszę odpocząć.  -Mówiłam troszkę bez emocji, będę musiała poćwiczyć. Kiedy tylko to powiedziałam ruszyłam do wyjścia.
- Tak proszę. Po tym eliksirze może nie dojść o własnych siłach- powiedział centaur. Poszłyśmy do mojego pokoju na górnym piętrze.
- Aurelia, już dobrze, możesz iść- Posłałam jej sztuczny uśmiech.
-Może się długo nie widziałyśmy, ale znam cię na wylot. Siłą mnie wykopiesz!- Nawet się nie zaśmiałam
- Aurelia, chciałabym pobyć chwilę sama. Muszę pomyśleć - Spojrzałam jej w oczy, chowałam to, chowałam cały żal, chowałam cały smutek i radość, że sie o mnie martwi. - idź.. - Powtórzyłam a moja twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Obiecujesz, że nie wyjdziesz dziś stąd? - Powiedziała i zawiesiła mi coś na szyi - Gdybyś nie mogła zasnąć, ściśnij go. Jak coś jestem w  15. - Uśmiechnęła się nikle.
- Jasne- dalej patrzyłam jej w oczy a kiedy odwróciła wzrok odwróciłam się nie patrząc na nią, kiedy usłyszałam ze opuściła mój dom, usiadłam na łóżku i momentalnie zasnęłam, nie miałam z tym trudności. Chciałam tylko wypocząć. Kiedy tylko zasnęłam, zobaczyłam siebie przy krześle a przed sobą chmurkę, od której usłyszałam czyjś głos. Męski głos. Nie miałam siły wstać, ani sie ruszyć, wiec patrzyłam na chmurkę.
- Dlaczego sie nie rozkleisz.?
- Bo to nie ma sensu.
- Dlaczego.?
- Ponieważ coś, co utraciliśmy już nie powróci – westchnęłam - a ja się z tym pogodziłam.
Chmurka nie odzywała się, a ja zaczęłam krzyczeć. Czułam sie jakbym ogłuchła, i mogła tylko widzieć, a moje usta poruszały sie wypowiadając jakieś słowa. Nie słyszałam ich, a po chwili poczułam sie jakbym spadała, nie mogłam sie unieść ani zatrzymać.
Nagle podniosłam sie wstrząśnięta na łóżku, moje mięśnie sie skurczyły ze strachu i dostałam ciarek. Westchnęłam i rozglądnęłam się sie po pokoju. Spojrzałam na zegarek, 22. Wstałam i ruszyłam do wyjścia, chciałam sie przejść, pomyśleć, a moja twarz nie wyrażała emocji.
Kiedy tyko opuściłam dom wzniosłam sie w niebo. Nie miałam zamiaru uciekać, to było by niedorzeczne. Podczas unoszenia się, na moich silnych i jakże pięknych skrzydłach w lekkim powiewie wiatru, zobaczyłam, że praktycznie nikogo nie ma na zewnątrz. Więc zaczęłam latać, po prostu, robiłam okrążenia. Kiedy lekko się zmęczyłam, zmorzył mnie sen. Tak, sen! Zasnęłam w locie! Kiedy poczułam ze spadam obudziłam się i skończyłam na drzewach obok obozu.  Troszkę sie wystraszyłam, lecz nie byłam pewna, co sie właściwie stało. Więc tylko opadłam na ziemię. Czułam się lekko poturbowana, lecz na szczęście nie był to mocny ani straszny upadek. Leżałam na ziemi, nie mając siły się podnosić. Tylko westchnęłam i wzięłam parę głębokich wdechów. Kiedy tylko trochę sie podniosłam usłyszałam za sobą czyjeś kroki, wiec od razu się odwróciłam. Ujrzałam Nico. Westchnęłam cicho i wstałam a on sie nie ruszał tylko tak stał. Po chwili otrzepując sie z ziemi, zapytałam go.
- Co ty tu robisz.?
- Obserwowałem cię -Powiedział bez emocji. Chyba będę wiedziała, od kogo sie uczyć.
- Po co?- Spytałam również bez emocji, lecz chyba trudniej mi to wychodziło.
-... - Tylko wzruszył ramionami. Zaczęłam "czesać" skrzydła, aby wygładzić pióra.  Kiedy mi się to udało spojrzałam na Nico
- Będziesz tak stał?
- Będę robił, co chcę.. - Prychnął cicho, lecz nie ruszył sie z miejsca. Odwróciłam wzrok i szybko odleciałam, w stronę Wielkiego Domu. Kiedy się tam znalazłam westchnęłam, a kiedy znalazłam sie w środku ubrałam pidżamę, ogarnęłam się i położyłam spać w moim, o dziwo, sporym i wygodnym łóżku. W moment zasnęłam, Co ja z tym mam?

Rano obudziłam się zniesmaczona porankiem, lecz nie chciało mi się wstawać. Czułam za sobą czyjąś postać, wiec, kiedy chciałam się odwrócić, nie było mi to dane, gdyż osobnik za mną objął mnie od tyłu w talii jedną ręką. Była ona trochę blada, co mnie lekko wystraszyło, lecz starałam się sie tego nie okazywać. Usłyszałam za sobą zaspany głos, chłopaka, chwila,.....Czy to?...
- Nie wierć się, chcę spać.....
- Nico, co ty robisz u mnie.....W....W łóżku.? - Zapytałam

Taka mała niespodzianka :* Mam nadzieję że się podoba? Dedykuję ją Darii, Emi i Marcie. NO i co tam jeszcze? A! Bardzo jeszcze raz przepraszam za brak rozdziałów ale szkoła i w ogóle.No tak więc zapraszam do komentowania, oceniania, hejtowania i co tylko zechcecie ;) 
Nika